Warszawska tęcza, czyli współczesny „Miś”

Spośród wszystkich niechlubnych incydentów, jakie miały miejsce podczas obchodów Święta Niepodległości w Warszawie, to właśnie spalenie tęczy na Placu Zbawiciela wzbudza największe emocje. Oświadczenia, komentarze, protesty i wiwaty płyną z każdej możliwej strony. Dyskusje na facebooku nie milkną, a wręcz przybierają na sile. Powstają fanpejdże i grupy, zarówno żądające odbudowania tęczy, jak i zdecydowanie sprzeciwiające się jej istnieniu. Krótko mówiąc – dzieje się.

Po przeczytaniu masy tęczowych wpisów, odpisaniu na mniej lub bardziej merytoryczne i zostawieniu bez komentarza tych mniej lub bardziej żenujących, dojrzałam do tego, żeby swoje przemyślenia zamknąć w mniej lub bardziej zwartej formie i więcej się w tej niezdrowo ożywionej dyskusji nie udzielać. Coraz bardziej zakrawa to na groteskę i to żywcem wyciętą z „Misia” Barei

Po co jest ten Miś? Warto zacząć od tego, skąd się „Tęcza” w ogóle wzięła i jaką miała pełnić funkcję. Otóż słynna już dzisiaj instalacja powstała jesienią 2011 roku w Brukseli w ramach projektu artystycznego z okazji prezydencji Polski w Unii Europejskiej. Na Placu Zbawiciela stanęła 5 czerwca 2012 roku i miała być jedynie letnią atrakcją. Co artystyczna „Tęcza” miała symbolizować? Według jej autorki, miał to być neutralny nośnik uniwersalnego przesłania miłości, pokoju i tolerancji dla mniejszości seksualnych. Miała budzić radość, uśmiech na twarzach i szereg optymistycznych skojarzeń. Wyszło niestety inaczej. „Tęcza” stoi na Placu Zbawiciela już drugi rok i nie zanosi się na to, żeby miała zniknąć. Zamiast pozytywnych emocji budzi kontrowersje i konflikty. Zamiast ozdabiać, przez większość czasu szpeci nadpalonym rusztowaniem.

Choć symbolika tęczy ma wiele interpretacji, w dzisiejszej kulturze utożsamiana jest dość jednoznacznie z globalizmem, multikulturalizmem i reprezentującym mniejszości seksualne środowiskiem LGBT. Dla środowisk prawicowych Tęcza jest obraźliwym kuriozum, promującym dewiację i sprzeczną z patriotyzmem ideologię. Kolejne podpalenia tęczowej instalacji mają wymiar światopoglądowej batalii o obronę fundamentalnych, chrześcijańskich wartości, a jej odbudowy finansowane z pieniędzy podatników odbierane są jako wyraz lekceważenia ze strony władzy. Entuzjaści Tęczy zgodnie twierdzą, że nie jest to narzędzie żadnej ideologii, ale niewinna dekoracja, która wzbogaca miejską przestrzeń Warszawy. Jest wytworem artystycznym a przede wszystkim własnością publiczną, której zniszczenie jest godnym najwyższego potępienia wandalizmem.

Wokół Tęczy rozpętała się nie tylko awantura, ale i cała społeczna inicjatywa. Bo to jest Miś społeczny. Dziś obywatele składają kwiaty na pogorzelisku tęczowego ołtarza. A w piątek zamierzają się pod tym, co z tęczy zostało, zbiorowo całować. Zakłady o to jaką część tego happeningu będą stanowiły pary „nie całkiem mieszane” można już chyba zacząć przyjmować. A wszystko zapewne po to, by udowodnić, że Tęcza nie jest żadną degeneracyjną propagandą.

Tęczowy konflikt wydaje się być z gatunku tych nierozwiązywalnych. Tutaj racja jest jak przysłowiowa dupa. Każdy ma swoją. I nikt ze swojej nie jest gotów zrezygnować. Dlatego też nie zamierzam już nikogo do swoich racji przekonywać. Nie zamierzam zajmować się tym, kto Tęczę podpalił, czy Ruch Narodowy jest w jakimkolwiek stopniu za to podpalenie odpowiedzialny i dlaczego nie. Nie zamierzam roztrząsać estetycznych wartości Tęczy, albowiem o gustach jak wiadomo dyskutować nie należy. Z dyskusji nad tym, czy Tęcza jest tworem ideologicznym, czy bezideowym nic natomiast nie wyniknie, więc i dyskusja mija się z celem. Bezdyskusyjnym natomiast jest fakt, że Tęcza jest zjawiskiem wysoce konfliktogennym i to właśnie tutaj rodzi się pytanie, które powinno być tematem właściwej debaty.

DLACZEGO WŁADZOM MIASTA TAK BARDZO ZALEŻY NA FINANSOWANIU Z PUBLICZNYCH PIENIĘDZY INSTALACJI DZIELĄCEJ SPOŁECZEŃSTWO I WYWOŁUJĄCEJ NAPIĘCIA???

Prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiada konsekwentne odbudowywanie Tęczy, której koszt to każdorazowo ponad 60 tys. złotych z kieszeni podatnika. Dlaczego z uporem maniaka obstaje za tak kosztowną, rzekomo neutralną ideologicznie dekoracją? Czy jest to jedynie przekora wobec niesubordynowanych obywateli? Udowadnianie czyj diabeł starszy i kto ostatecznie postawi na swoim? Jaka jest logika w marnotrawieniu takiej ilości publicznych pieniędzy na obiekt nie mający żadnej wartości politycznej? Jak to jest, że w dobie kryzysu, zawrotnego długu publicznego i ciągłych braków funduszy na najpilniejsze wydatki, możemy pozwolić sobie na „puszczanie z dymem” setek tysięcy złotych rocznie? Dla jakiej zasady? W imię jakich wartości? Lub może raczej należałoby spytać w imię czyich interesów? Władza ustawicznie demonstruje swoją arogancję, odbudowując Tęczę, która nie tylko psuje nastroje społeczne, ale może stanowić realne zagrożenie. Nie, nie polityczne. Takie normalne. Przy kolejnej próbie podpalenia komuś po prostu może stać się krzywda. Skoro ta cholerna Tęcza tak bardzo niektórym przeszkadza, tak bardzo się nie podoba i którą słusznie, czy nie słusznie, ustawicznie niszczą, to może ją po prostu usunąć? Tak dla świętego spokoju? Nie. Bo jak mówił prezes Ochódzki prawdziwe pieniądze zarabia się na drogich, słomianych inwestycjach. A za zasłoną dymną płonącej Tęczy, załatwia się prywatne interesy. Zdecydowanie cenniejsze niż święty spokój. Byle tylko w protokole zniszczenia się wszystko zgadzało.

Nie usprawiedliwiam podpalaczy. Nie jest to najbardziej konstruktywny, a przede wszystkim, jak widać, nie najskuteczniejszy sposób manifestacji. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem założyć, że podpalenia następnych reinkarnacji Tęczy będą się powtarzać, a życie jej kolejnych wcieleń będzie coraz krótsze. W niedługim czasie stanie się to formą nie tyle walki z Tęczą i utożsamianej z nią ideologią, co kontestacją władzy jako takiej. Można oczywiście wypowiedzieć wojnę wrogom Tęczy i rozpocząć pokazową kampnię represji przyszłych, potencjalnych i niedoszłych zadymiarzy. Można postawić przy Tęczy cały kordon uzbrojonej policji, pałującej każdego gówniarza, który śmie się zbliżyć do Świętego Pomnika Tolerancji. To wszystko można. Tylko odpowiedzcie sobie Państwo na pytanie w jakim kraju żyjemy. I czy aby na pewno jeszcze w Niepodległym.

Advertisements

2 komentarze (+add yours?)

  1. qwerty
    List 19, 2013 @ 12:48:36

    Nie rozumiem do końca, czy mogłabyś wyjaśnić, co to oznacza, że ideologia LGBT jest sprzeczna z patriotyzmem? Że co, że na przykład gej nie może być patriotą? Czy w definicji patriotyzmu jest jakaś twarda reguła, że patriotyzm to heteroseksualizm? Bo to się trochę jak dla mnie kupy nie trzyma i nie rozumiem, co ma piernik do wiatraka? Rozumiem, że dla prawicy homoseksualizm to jakaś dewiacja, ok, nie wnikam, natomiast że homoseksualizm jest sprzeczny z patriotyzmem to już pierwsze słyszę i uważam to za jakiś absurd.

    Odpowiedz

  2. Joanna Kobus
    List 19, 2013 @ 15:42:21

    Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Tęcza nie jest symbolem wyłącznie homoseksualistów, ale również, co wyraźnie napisałam, globalizmu i multikulturalizmu. A ta ideologia jest sprzeczna z patriotyzmem, który jest nierozerwalnie związany z koncepcją państwa narodowego. Multikulturalizm prowadzi do atomizacji społeczeństwa i osłabienia więzi społecznych oraz poczucia wspólnoty i jedności. Ideologia szeroko pojętej tolerancji , mylnie utożsamianej z wolnością, prowadzi do wielu zagrożeń, łącznie z odrodzeniem się totalitaryzmu, o czym szerzej będę pisać w następnym artykule.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: